marcinm

Marcin Małczak

Na początku nie lubiłem biegać, bo za bardzo się męczyłem, do tego niesamowicie przy tym pociłem, co burzyło moje poczucie estetyki, a przede wszystkim strasznie mi się wówczas nudziło. Próbowałem różnych sztuczek, ale jak się np. czyta książkę w czasie biegu to z reguły wpada się na innych biegających, a oglądanie filmu na laptopie sprawia, ze ma się dodatkowy ciężar. Porzuciłem zatem tę ideę po dwóch, trzeba próbach, znowu wmawiając sobie, że pragnę być gruby, choć ja i mój brzuch dobrze wiedzieliśmy, że to nie prawda. Pewnego dnia jednak wracając z pracy zobaczyłem jak pies sąsiada goni innego sąsiada po czym nagle ni z tego ni z owego zaczął biec za mną. Również musiałem ratować się ucieczką. Gdy ów pies prawie mnie dopadł doznałem olśnienia graniczącego z mistycyzmem: po prostu potrzebuje połączenia dwóch czynników: motywacji i adrenaliny. Dzięki temu pozostawiłem daleko w tyle nie tylko sąsiada, psa, ale i listonosza na motocyklu. Nie przestałem jednak biec. Dopiero na rogatkach Lublińca zorientowałem się, ze już wcale nie musze uciekać. Biegłem…bo po prostu czułem się z tym dobrze. W tym czasie przemyślałem sobie wiele różnych spraw: począwszy od tego co zrobić z moim życiem, dlaczego Victoria Lubliniec nie może wejść poza poziom IV ligi, aż po to, dlaczego w Etiopii nie produkuje się kiszonych ogórków. Teraz biegam bo lubię i nawet przestałem ograniczać adrenalinę, po tym jak pozdychały wszystkie psy w mojej okolicy.

icon endomondo  icon garmin  icon maratony

Strona korzysta z plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
Rozumiem